Smaki z dzieciństwa - ziemniaki w mundurkach ze śledziem

Nie wiem dlaczego, ale najbardziej z dzieciństwa pamiętam smaki. Może dlatego, że od czasu do czasu coś wraca, gdy przyrządzam potrawę, którą zajadałam się jako dziecko. 
Bo inne wspomnienia są ulotne, a w tym przypadku, nabijając ziemniaka utytłanego masłem na widelec, z każdym kęsem łatwo przypomnieć sobie beztroskie lata...

Ziemniaki w mundurkach to właśnie taka potrawa, jeśli same ziemniaki można tak nazwać :)
Nieraz łapało się w rękę samego ziemniaka, gorącego, że aż parzył w palce, ale przerzucało się go z ręki do ręki i jadło.... Trochę soli i masełka... Aż rozmarzyłam się :D

Ale dziś inaczej zrobiłam ziemniaki w mundurkach. 

Choć płytę gazową już mam, to uparowałam bulwy. Pół godzinki w parowarze i gotowe ziemniaki!
A smakują tak samo, jak i gotowane. A może i takie bardziej mi odpowiadały.
Ziemniaki oczywiście zanim włożymy do garnka czy parowaru, myjemy. Kto ma rękawicę do mycia warzyw, to nią szoruje. 
A kto nie ma, to ostrą stroną gąbeczki - i też taki efekt będzie (ja mam gąbkę).

 

Po ugotowaniu gorące jeszcze ziemniaki ostrożnie wykładamy na talerz, 
przekrawamy na ćwiartki, lekko solimy i kładziemy listek masła.

 Dorzucamy do tego śledzia. Tutaj zostawiam dowolność. Ja akurat miałam dziś śledzie wiejskie - z cebulką w oleju. 
Ale to danie równie dobrze smakuje z rolmopsami czy inną wersją śledzi. 
Po prostu kto jak lubi!



 A że to danie bardzo lubię, to zostały mi na talerzu tylko łupinki po ziemniaczkach :)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz