Elegancki wieszak black&white

No cóż... Wieszaki rządzą! To już drugi w ostatnim czasie. Na razie chyba ostatni, bo mam kilka innych pomysłów i prac (np. wymarzony zagłówek do łóżka).
Ale z odnowienia tego wieszaka i ja, i Ilo jesteśmy dumne!
Wieszak z czterema wieszaczkami znalazła w piwnicy Ilo. Był do wyrzucenia. Więc go zabrała i schowała. I tak czekał na właściwy moment. Był straszny, pomalowany wieloma kolorami, pokryty rdzą, a deska, na której były wieszaczki zamontowane też była straszna! Ale trochę pracy, czasu i dobrych narzędzi i efekt końcowy jest taki:

 


W mojej rodzinie jest taka tradycja, że odwiedzając kogoś pierwszy raz, wręcza się mu drobny upominek "na nowe mieszkanie". Obdarowany tym wieszakiem przyjaciel z dzieciństwa mojej Ilo troszkę musiał na niego poczekać, ale było warto! Na życzenie Tomka, obecnego właściciela wieszaka, składa się on z trzech czarnych wieszaczków zamontowanych na białej desce.

Ale, ale... Od początku...
W większości to Ilo wykonała całą pracę, a ja jej dzielnie kibicowałam i robiłam zdjęcia :)

Na początek kupiłyśmy deskę - ładną, prostą, równą. Bo miała być pomalowana na biało i wisieć na białej ścianie, więc zwykła marketowa sosna... Pomalowana farbą akrylową do ścian i polakierowana (bo akurat biała farba do drewna nam się skończyła). Deskę  malowałam ja:) Biała farba, potem wodny lakier i miękki, spory pędzel - i jedziemy! Decha pomalowana. Ilo nawierciła otwory do montażu od razu, więc też nie było jakichś niedoróbek przy dziurkach. Potem lekko ponawiercała otwory w miejscu, gdzie miały być przymocowane wieszaki, by łatwiej wkręcić w drewno wkręty.

 

A same wieszaki... Były w opłakanym stanie... Biało-zielono-brązowo-rdzawe... Tyle kolorów wychwyciłam :) Jak odnowić takie starocie? Otóż na początek Ilo umyła wieszaki, by pozbyć się kurzu i resztek łuszczącej się farby. Potem każdy wieszaczek miniszlifierką czyściła z resztek farby i rdzy. Zajęło jej to tyle, co mi przygotowanie obiadu wraz z robieniem zdjęć w międzyczasie:)

  

Po wyszlifowaniu całość umyła z pyłu i resztek i przykręciła do deski. I zaczęła malować. I tak malowała malutkim, cienkim pędzelkiem, by zachować wszystkie detale. A położyła chyba z pięć warstw - by czarny kolor wyglądał jak czarny.

 

Gdy deska była już gotowa, wieszaki też, to nastała ta chwila, by połączyć jedno z drugim. Z naszego wieszaka z przedpokoju zostały wkręty stylizowane na stare, bo mające nacięcia proste w łebkach. I tymi wkrętami Ilo przykręciła wieszaczki we wcześniej powstałych otworach. Łebki, aby nie wyróżniały się przy wieszaku, pomalowała czarnym lakierem do paznokci - bo szybko, łatwo i precyzyjnie dzięki malutkiemu pędzelkowi, o czym zresztą przekonywać pań nie muszę :)
(Na ostatnim z poniższych czterech zdjęć jest zestawienie wieszaczka starego z odnowionymi!)

 
 

Gotowy wieszak prezentuje się tak:

 


A że to prezent na nowe mieszkanie, to do Tomka pojechałyśmy od razu z wiertarką, kołkami - by zamontować wieszak na miejscu, od ręki. Wymierzone, wywiercone, przykręcone! I tak wygląda na swoim miejscu:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz